Pewien człowiek znalazł skarb i z radości sprzedał wszystko, by kupić rolę. Inny znalazł perłę i zrobił to samo. Obaj działali samotnie, w ukryciu, i obaj stracili wszystko, co mieli – zanim cokolwiek zyskali. To logika, która zbiorowości wydaje się szaleństwem.

Zbiorowość nie kupuje skarbów ukrytych w roli. Ona kupuje parking. Nie dlatego, że jest głupia – ale dlatego, że parking dotyka ciała. Dwadzieścia dwa miliony złotych na wielopoziomowy parking przy uniwersytecie to suma, która przekłada się na to, czy but zamoczy się w kałuży, czy nie. Na to, ile minut trwa szukanie miejsca. Na fizyczny dyskomfort, który ma konkretny kształt i zapach mokrego betonu. Serce pełne rozsądku, o które prosił Salomon, nie rozróżnia abstrakcyjnych wskaźników – ono rozróżnia dobro od zła tam, gdzie ciało styka się ze światem. Zbiorowość też tak robi. Tylko że ona nie nazywa tego mądrością. Ona po prostu szuka miejsca do zaparkowania.

Czasem zastanawiam się – nie za głośno, raczej między jutrznią a laudą – czy to, co nazywamy mądrością, nie jest po prostu umiejętnością rozróżnienia, co jest skarbem, a co parkingiem. I czy ktokolwiek z nas potrafi to zrobić, zanim sprzeda wszystko.

A potem słyszę, że studenci w Katowicach będą mieli gdzie zostawić samochód – za dwadzieścia dwa miliony. I myślę o człowieku, który sprzedał wszystko, by kupić rolę. On też nie miał gwarancji. On po prostu poszedł, sprzedał i kupił – z radości.

W kałuży przed starym wydziałem odbija się teraz niebo.

Amen.

„Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.”

Mt 13,44-52 · czytania na XVII niedziela zwykła